News
Regaty Audi MedCup w Barcelonie
Ania Bartosiewicz, 2010-08-01
W dniach 20-25 lipca w Hiszpanii w Barcelonie odbyły się trzecie z cyklu regaty Audi MedCup Circuit w klasie TP 52. Zwycięzcą został Team Artemis ze sternikiem Paulem Cayardem. Natomiast załoga Karola Jabłońskiego, Team Synergy, uplasowała się na 10 miejscu.
Oto relacja Karola Jabłońskiego:
Trzy tygodnie przerwy od żeglowania minęły bardzo szybko i już od niedzieli jestem w Barcelonie, gdzie odbędą się kolejne regaty z cyklu Audi MedCup 2010. Zaplanowane jest rozegranie 12 wyścigów i jest to plan bardzo ambitny, biorąc pod uwagę fakt, że akwen ten nie należy do silno wiatrowych. Jest to również zapowiedź bardzo długich i intensywnych dni na wodzie.
Nasz jacht, przy słabym wietrze, jest najwolniejszym w bardzo ,,wyżyłowanej" technologicznie flocie jachtów klasy TP 52. Jest to spowodowane bardziej ,,obszernym" kształtem kadłuba i zarazem większą powierzchnią stykającą się z wodą, co ma negatywny wpływ na szybkość w tych warunkach wietrznych. W praktyce wygląda to tak, że kiedy nasza załoga leży na pokładzie to inne już balastują.
W dwóch dniach treningowych szczególny nacisk położyliśmy na testowanie szybkości i mimo tego, że mamy specjalne, dużo głębsze żagle, to nie mogę powiedzieć, abyśmy byli ,,królami" prędkości. To z kolei ma duży wpływ na wybór strategii wyścigów, która ma na celu zmniejszenie strat. Mam jednak nadzieję, że mimo tego, pożeglujemy tutaj mądrze i uda nam się uplasować ,,na naszym" miejscu, tzn. w środku stawki. W załodze nie udało sięniestety przeforsować żadnych zmian i pożeglujemy w ,,starym" składzie...
Wczoraj z powodu bardzo słabego wiatru nie odbyły się zaplanowane 3 wyścigi, a dzisiaj prognoza pogody jest bardziej optymistyczna i wypływamy z portu o 11.00, aby przygotować się odpowiednio do 1 wyścigu. Naszym sparing partnerem jest Emirates Team New Zealand, z którym przed startem pracujemy nad optymalizacją szybkości. Takie testy są bardzo pomocne w znalezieniu optymalnego ustawienia żagli i masztu. Jachty te są bardzo czułe i minimalne zmiany mają bardzo duży wpływ na prędkość.
Ważne jest to, aby wiedzieć co i kiedy trzeba zmienić, aby jacht w ciągle zmieniających się warunkach żeglował optymalnym kursem i szybkością. Na zdobycie takiego doświadczenia potrzeba sporo czasu, ale my z każdym dniem poznajemy nasz jacht i jego specyfikę coraz bardziej. Niestety nie uda się pewnych realiów przeskoczyć.
Na te regaty mieliśmy mieć zoptymalizowany profil kilu oraz nową ,,bombę", co by znacznie polepszyło manewrowość oraz prędkość, ale plany te z przyczyn nie zależnych ode mnie nie zostały zrealizowane.
Pozdrawiam,
Karol Jabłoński
Dzień drugi
Dzisiejsze trzy wyścigi odbyły się przy wietrze 9 - 12 węzłów i typowej dla tego akwenu bardzo wysokiej i krótkiej fali. Z miejscami 6-10-6 plasujemy się na 9 miejscu i nie ukrywam, że jest to pozycja daleka od naszych oczekiwań, ale w tych warunkach nie żeglujemy wystarczająco szybko, aby idealnie plasować jacht względem rywali i sporych zmian wiatru. Te wyścigi pokazały też jak dużo pracy musimy jeszcze wykonać, aby ten jacht żeglował z optymalną prędkością. Nie jestem zadowolony z moich startów, ale jestem przekonany, że uda mi się je poprawić, co umożliwi Rodowi lepsze realizowanie zadań taktycznych i ułatwi nam wszystkim ściganie się. Te bardzo trudne warunki wietrzne i falowe wymagają idealnego zgrania załogi, trymerzy muszą prawie nieustannie zmieniać ustawienie żagli. Tutaj też mamy jeszcze bardzo dużo do polepszenia.
W drugim wyścigu, podobnie jak i w pierwszym, dolną boję okrążyliśmy na dobrym 4 miejscu, aby stracić wiele pozycji ok. 300 metrów przed górnym znakiem, kiedy kolejno kilku naszych rywali zmusiło nas do wykonania serii zwrotów przez sztag, które przy tej wielkiej i stromej fali są bardzo kosztowne. Na trasie regat jest bardzo ciasno i jak zwykle wszyscy walczą o każdy metr i czasami trzeba mieć odrobinę szczęścia, aby mieć możliwość żeglowania na czystym wietrze i robienia jak najmniejszej liczby zwrotów. W tych wyścigach nie mieliśmy łatwego życia i wyglądało to tak, że każdy, kto miał okazję nam je utrudnić, robił to. Można to też zinterpretować bardzo pozytywnie, bo pokazuje to, że traktują nas jako bardzo mocny zespół.
Jutro ma wiać mniej a do tego na nasze nieszczęście wysokość fali ma się nie zmienić. Jacht nasz dużo bardziej ,,lubi" płaską wodę, ale o niej możemy na razie tylko pomarzyć.
Pozdrawiam,
Karol Jabłoński
Dzień trzeci
Wczoraj odbyły się 3 wyścigi i do portu wróciliśmy dopiero o 20.15. Był to bardzo długi i trudny dzień na wodzie. Akwen w Barcelonie jest bardzo skomplikowany i ciężki do rozszyfrowania dla wszystkich załóg. Odzwierciedlają to wyraźnie wyniki osiągane przez niektóre zespoły w poszczególnych wyścigach. Quantum racing w pierwszym zaliczyło wpadkę finiszując na ostatnim miejscu, by potem wygrać dwa kolejne wyścigi. Podobnie było w pierwszym dniu z Cristabelą i Luna Rossą.
Dla nas nie był to najgorszy dzień. Miejsce 2 pokazuje, że stać nas czasami na rezultat w czołówce stawki, 7 i 8 to z kolei nasza ,,rzeczywistość". Aby rywalizować o topowe miejsca musielibyśmy dokonać kilku zmian w załodze, o czym pisałem wcześniej oraz dokonać optymalizacji profilu kilu i zbudować nową bombę. Niestety wszystko wskazuje na to, że kierownictwo zespołu zadowolone jest z obecnego stanu rzeczy i niczego nie zamierza zmieniać.
Na regaty te przyjechało ok. 8 dziennikarzy rosyjskich, by pisać o sukcesach teamu Synergy, które niestety w obecnych realiach są wielką abstrakcją. Przypomina mi to bardzo ubiegłoroczną sytuację w teamie Organika, w którym wielkie ambicje sportowe właściciela zdecydowanie przewyższały zrozumienie na czym polega żeglarstwo zawodowe i jakie warunki należy spełnić, aby osiągnąć sukces.
W regatach Louis Vuitton Trophy w 17 osobowej załodze mam ,,tylko" 4 żeglarzy rosyjskich, tu z kolei jest ich aż 8, czyli 75%. Większość z nich staruje tylko na TP 52, co w praktyce oznacza, że żeglują tylko 7 dni w miesiącu!!! Aby podnieść ich poziom sportowy należałoby trenować między regatami, ale niestety to nie jest brane pod uwagę. Dwa dni treningowe bezpośrednio przed imprezą na pewno nie wystarczają... więc jesteśmy tam gdzie jesteśmy i być powinniśmy.
Ale dosyć tego lamentowania, trzeba grać kartami, które się ma. Dzisiaj trzy kolejne wyścigi, do których ruszam bardziej zmotywowany.
Pozdrawiam,
Karol Jabłoński
Dzień czwarty
W sobotę, przedostatnim dniu regat, rozegraliśmy kolejne trzy wyścigi, w których żeglowaliśmy ze zmiennym szczęściem. Trzecie miejsce w pierwszym wyścigu, który odbył się jeszcze przy relatywnie małej fali. Trochę nie fartowne 8 w drugim po foto finiszu z innymi 3 jachtami, bo zabrakło nam dosłownie kilku metrów do piątego. Mało zadowalające 11 w ostatnim, w którym wiatr zupełnie osłabł a zmiany dochodziły do 50 stopni. Na dużej fali mieliśmy spore problemy z utrzymaniem dobrej szybkości, co w tej małej flocie jachtów odbija się na możliwości uzyskania dobrej lokaty.
Na razie zajmujemy 7 miejsce i przed dzisiejszymi ostatnimi dwoma wyścigami mamy jeszcze małe szanse na awans, ale za nami jest bardzo, bardzo ciasno.
Regaty prowadzi Artemis z Paulem Cayardem za sterem, który w Marsylii uplasował się na ostatnim miejscu. Z kolei All4One z Jochenem Schumannem za sterem, w pierwszych dwóch imprezach sezonu plasował się na podium, a tutaj zajmuje ostatnią pozycję. To wyraźnie pokazuje jak wyrównany jest poziom w tej klasie. Mam nadzieję, że i dla nas kiedyś ,,zaświeci słoneczko"...
Pozdrawiam,
Karol Jabłoński
Dzień piąty
W ostatnim dniu regat sporo się działo na wodzie i to mimo tego, że odbył się tylko jeden wyścig. Różnica punktowa między wieloma jachtami w środku stawki była mała i sporo się mogło zmienić. Artemis miał jeden punkt przewagi nad ETNZ i dla nich to był decydujący pojedynek o zwycięstwo.
Po długim oczekiwaniu na wiatr, jego siła powoli zaczęła się stabilizować i w fazie przedstartowej dochodziła do 11 węzłów. Zgodnie z prognozą pogody wszyscy spodziewali się sporej zmiany wiatru z lewej strony i w fazie przedstartowej zespoły miały podobny plan do zrealizowania. My wystartowaliśmy idealnie spod boi, a nad nami Artemis i inne jachty, z których większość była zmuszona zrobić zwrot przez sztag i pożeglować w prawą stronę trasy. Wszystko wyglądało pięknie przez pierwsze kilka minut po starcie do momentu, kiedy wiatr zaczął przybierać na sile i zmieniać cyklicznie kierunek w prawo. Bribon, który zaraz po nieudanym starcie jako pierwszy zrobił zwrot prowadził ze sporą przewagą, a my byliśmy na końcu. ETNZ miał sporą przewagę nad Artemisem i losy zwycięstwa w tych regatach wydawały się być przesądzone. Jeszcze na pierwszej halsówce rozwiało się do 18 - 20 węzłów, czego nikt się nie spodziewał a surfowanie z wiatrem na sporej fali wymagało idealnej, ale zarazem morderczej pracy grinderów. Jest to kurs, który daje możliwość odrobienia sporych strat, ale niestety nasz jacht nie ślizga się po falach tak szybko jak inne. Mimo tego, że wyciskaliśmy tzw. maxa z naszej maszyny, to nie odrobiliśmy strat i okrążyliśmy dolną boję na 9 pozycji. W przeciwieństwie do nas, Artemis frunął w tych warunkach na genakerze i awansował o kilka pozycji, mając jednak sytuację protestową z argentyńskim Matadorem, na którym dyrygują bardzo utytułowani Włosi, Francesco Bruni i Vasco Vascotto. Kiwi z kolei złapali worek plastikowy na kilu i zaczęli płynąć dużo wolniej. Uniemożliwiło im to odparcie ataku Artemisa, który na ostatnim kursie z wiatrem pożeglował dużo szybciej w stronę mety i ukończył wyścig na 2 miejscu!!! My z kolei walczyliśmy o 8 miejsce z Bigamistem i Cristabellą. Surfując prawym halsem odrobinę powyżej boi ograniczającej linię mety, nasz nawigator popełnił spory błąd określając niewłaściwie dystans do niej. To spowodowało, że zamiast klasycznej sytuacji prawy - lewy z Cristabellą, musieliśmy wykonać bardzo szybki, zwrot przez rufę, by dać dla niej miejsce na boi jako jachtowi wewnętrznemu. Faktem jest, że linia mety została przesunięta i była bardzo wąska, ale gdybyśmy żeglowali sami, to po prostu pożeglowalibyśmy powyżej finiszu.... Do tego nasz genaker musnął delikatnie maszt rywala, o czym dowiedziałem się dopiero na brzegu... W związku z tym, że został złożony protest i nie widziałem możliwości wygrania go, jedyną rozsądnym wyjściem dla nas było zgłoszenie wycofania się z wyścigu. Otrzymane 12 punktów zrzuciło nas na 10 miejsce w punktacji generalnej i wzbudziło spore dyskusje w szefostwie nad wolą zmian personalnych w zespole.
Paul Cayard i jego Artemis wygrał te regaty, ale cieszyć mogli się dopiero po usłyszeniu pozytywnego dla nich wyniku protestu złożonego przez załogę Matadora za zaistniałą sytuację na pierwszym kursie z wiatrem.
Zapytałem Paula o zmiany dokonane od ostatnich regat w Marsylii, w których byli ostatni. Odpowiedź była w miarę krótka, nic szczególnego, po prostu to była ich impreza. Żeglowali szybko a do tego wszystko im wychodziło. U nas to wyglądało odwrotnie, nie byliśmy szybcy a do tego wiele rzeczy mogliśmy zrobić dużo lepiej. Teraz czas na dokładną analizę i przygotowanie się do następnych regat w Cartaginie, które odbędą się pod koniec sierpnia.
Pozdrowienia już z Łupstycha,
Karol Jabłoński
www.karoljablonski.pl
Fot.: Karol Jabłoński, sternik Teamu Synergy/www.medcup.org