News
Finn Gold Cup rozpoczęte
Ania Bartosiewicz, 2010-09-01
Piotr Kula o Mistrzostwach Świata w klasie Finn: Cztery wyścigi tegorocznych Mistrzostw Świata za nami. Regaty te, zwane także Finn Gold Cup, odbywają się u wybrzeży San Francisco w USA, na wodach San Francisco Bay.
Na starcie stanęło osiemdziesięciu siedmiu zawodników z dwudziestu dziewięciu krajów. Jestem na dwudziestej drugiej pozycji. Nasz kraj reprezentuje także mieszkający na stałe w Kalifornii Andrzej Skarka z YKP San Francisco. Fantastyczny kolega, zapalony żeglarz, przyjaciel w pełnym tego słowa znaczeniu. Po wycofaniu się z ostatniego wyścigu zajmuje osiemdziesiątą lokatę. Bez niego, organizacja startu w Gold Cup niebezpiecznie bardzo zbliżyła by się do niemożliwości!
Gdybym miał opisać regaty najkrócej jak się da, brzmiało by to tak: jest ekstremalnie ciężko. A że będzie tak ciężko, było wiadomo długo zanim tu przyjechaliśmy. Nie tylko z powodu warunków na akwenie. Przyjechałem tu kontuzjowany, ale o tym na końcu, bo nie to jest najważniejsze. To, co czyni regaty, to konkurencja i pogoda. Zawodnicy są przygotowani lepiej niż do jakiegokolwiek Pucharu Świata w tym roku. Mały błąd kosztuje bardzo wiele. Wczorajszy lider, dziś przypływał trzydziesty piąty i dziesiąty! Wieje silny wiatr. Średnio od 15 do 25 mil na godzinę (czyli węzłów). Wieje codziennie. Bez wytchnienia. Bez przerwy. Żeglujemy dwa wyścigi dziennie, każdy po półtorej godziny. Dla łatwego zobrazowania: to tak, jakby się przez trzy godziny dziennie, z jedną przerwą w połowie, przez sześć dni, bo tyle będą trwały regaty, robiło brzuszki, przysiady i ściąganie rękami wyciągu dolnego jednocześnie. A przy tym trzeba kombinować, jak to zrobić lepiej i dokładniej niż inni. Warunki są bardzo trudne i tak naprawdę, żegluje się tu nieprzyjemnie. Krótka fala, rzuca Finnem na kursach na wiatr, a z wiatrem utrudnia załapanie ślizgu. W zasadzie w momencie gdy łódka zaczyna surfować na fali, na której się płynie, trzeba od razu uciekać w bok, żeby nie zacząć ryć dziobem o falę następną. Zmiany kierunku wiatru nie są bardzo duże, bo kręci łącznie o około kilkanaście stopni. Tyle że wiatr nie oscyluje. Na jedną halsówkę przypada jedna zmiana i albo jesteś po dobrej stronie trasy i zarabiasz, albo po złej i tracisz. Nie da się płynąć środkiem i liczyć na sukces, bo wygra się z czterdziestoma którzy byli po złej stronie, a przegra z czterdziestoma, którzy byli po dobrej. Trasa jest tak długa, że z górnej boi ledwie widać statek komisji, przed którym są postawione dolne boje. Ale tak powinno być. Mistrzostwa Świata powinny być najtrudniejszymi regatami w sezonie i faktycznie są. Wczoraj żeglowałem słabo, plasując się po dwóch wyścigach łącznie na trzydziestej pozycji. Niestety trafiłem na tę gorszą stronę. Mój wybór i konsekwencje tez musiałem ponieść sam. Tracę na kursach półwiatrowych. Traciłem zawsze i zacząłem się ich uczyć intensywnie w ubiegłym roku, wiedząc, że to mój słaby punkt. Ten proces został przerwany wskutek zaistnienia czynników zewnętrznych (patrz dwa newsy niżej) ale walczę jak mogę. Staram się minimalizować straty. Bolesna to walka i bardzo trudna. Takie nie poddawanie twierdzy, mimo świadomości, że z każdą chwilą będą ginęli żołnierze. Wiem jak w teorii wygląda technika żeglugi tym kursem i przykładam całą uwagę żeby właśnie tak płynąć. Jak to zwykle bywa, pewnego dnia załapię ,,to coś" i już zamiast tracić, będę zyskiwał, a przynajmniej nie tracił! Dziś udało mi się stracić jedynie niewiele i jestem z tego bardzo zadowolony. Wczoraj niestety było gorzej. W dzisiejszym pierwszym wyścigu przypłynąłem czwarty. Pewien trener z pierwszego klubu w którym pływałem z uśmiechem powiedział by: ,,życiówka". Tak, faktycznie w Gold Cup tak dobrego wyścigu jeszcze nie miałem. Najważniejsze, że nie było tam cudownego przypadku, tylko od początku do końca dobra żegluga. Ten wyścig, podobnie jak pozostałe okupiłem sporym bólem. Nie tylko z wysiłku. Nie wspominałem o tym wcześniej, bo narzekanie nie wpisuje się w ducha sportu, ale powinniście wiedzieć, że półtora miesiąca temu doznałem kontuzji kolana. Jest na tyle poważna, że po powrocie do Polski odbędę operację. W wyścigu staram się nie myśleć o bólu, ale na lądzie, gdy opada adrenalina, moje kolano pyta mnie z żalem: Czemu brutalu nie leżysz w łóżku, tylko katujesz mnie tu na łódce? Odpowiedź jest taka: Bo chcę i muszę. Bo tylko całkowite urwanie nogi z biodra by mnie powstrzymało. Musi wytrzymać jeszcze tych kilka dni. Mam przynajmniej nadzieję, że wytrzyma. Trzymajcie kciuki, przydadzą się jeszcze bardziej niż zwykle!
Wyniki:http://www.yachtscoring.com/event_results_cumulative.cfm?eID=342
Strona regat: www.finngoldcup.com
Pozdrawiam,
Piotr Kula POL 17
www.piotr-kula.pl